Macierzyństwo

„Chustoświrki”

Kołysanie_daje noworodkowi poczucie bezpieczeństwa. Dzieje się tak dlatego, że kołysanie przypomina dziecku dziewięć miesięcy w matczynym łonie. Promotorzy chustonoszenia jednogłośnie twierdzą, że noszenie dziecka w chuście, czy nosidle przedłuża stanu, który malec zna z życia w brzuchu mamy. Kiedy maluch płacze, domaga się kołysania, dlatego, że w takiej sytuacji czuje się najbezpieczniej. Nasze babcie mawiały – nie noś i nie kołysz bo się przyzwyczai… Dziś już wiemy – nie można przyzwyczaić dziecka do czegoś do czego już przyzwyczajone jest.

Przecież nosząc je pod sercem kołysałyśmy je bez ustanku. Badania wykazały, że noszenie i kołysanie dziecka nie tylko daje mu poczucie bezpieczeństwa i je uspakaja, ale także rozwija inteligencję, stymuluje błędnik, wspomaga wczesny rozwój mowy, rozwija motorykę i wspiera rozwój emocjonalny.

Obalmy mit brzmiący „Dziecko zbyt często noszone będzie rozpieszczone i niesamodzielne”… Oprócz oddychania, snu, pożywienia, dzieci mają naturalną potrzebę bliskości. Bliskości z mamą. Potrzebują jej głosu, dotyku by czuć się bezpiecznie. Dzieci noszone zostają „naładowane” rodzicielską miłością. Dzięki temu są często spokojniejsze i szybko usamodzielniają się. Mamy chustoświrki, które nosiły swoje dzieci mogą potwierdzić iż dziecko pozwala nosić się w chuście tylko do momentu kiedy nie stanie na własne nogi. Gdy to nastąpi, do chusty wracają tylko na cięższe okresy, takie jak ząbkowanie, choroba.

Z doświadczenia wiem, że chustonoszenie jest wspaniałą przygodą nie tylko dla dziecka, ale i dla mamy. Kiedy moja córeczka zasypiała wtulona we mnie, głaszcząc ją po pleckach przypominałam sobie czas ciąży. Chusta sprawia, że mama razem z dzieckiem może znów poczuć się jak „jedno ciało”. Chusta ratowała nas przy kolce, ząbkowaniu, po szczepieniu i przy grypie. Nosidło pokochali również tata i babcia.

Do prawidłowego rozwoju motorycznego dziecka potrzebny jest swobodny ruch, kontakt z podłożem i doznania sensoryczne zróżnicowanych faktur i kształtów. Czy więc noszenie w chuście nie zaburza tego rozwoju? Zastanówmy się… Jest coś magicznego, co niektórzy nazywają „matczyną intuicją”. Nikt nie nosi dziecka przez całą dobę. Okazuje się że umiar i intuicja rodziców pomagają zapewnić dostateczną ilość bodźców niezbędną do prawidłowego rozwoju dziecka.

Najczęstszą wątpliwością rodziców związaną z noszeniem dziecka w chuście jest pytanie, czy noworodek zamotany w chustę przyjmuje odpowiednią pozycję, czy jego kręgosłup nie jest nadmiernie obciążony? Wszelkie wypadki i problemy powstałe w trakcie użytkowania chusty, wynikają z niewłaściwego z niej korzystania. Dlatego niezależnie od tego w czym nosimy dziecko (chusta, nosidło) należy uważnie czytać instrukcję obsługi i zwracać uwagę na zasady bezpieczeństwa. Warto skonsultować się z doradcą noszenia w chustach, szczególnie w przypadku dzieci z asymetrią, czy np. wcześniaków.

Dziecko w chuście przyjmuje pozycję wertykalną. Ważne, aby nosić dziecko w pozycji odpowiedniej dla jego wieku i stopnia rozwoju. Noworodek prawidłowo zawiązany w chuście przyjmuje następującą pozycję:

– nóżki, biodra i miednica w pozycji zgięciowo-odwiedzeniowej (zgięcie 110°, odwiedzenie 60°, zewnętrzna rotacja stóp)

– kręgosłup w kształcie litery C (pełna kifoza),

– główka swobodnie opada na pierś osoby noszącej.

Kręgosłup dziecka jest w takiej samej pozycji jak gdyby położono je na brzuszku. Również tą pozycję nasz maluch przybierał w życiu płodowym. Ciężar głowy nie obciąża kręgosłupa, a poszczególne kręgi są chronione przez jego fizjologiczną krzywiznę. Chusta musi ściśle oplatać dziecko, dzięki temu kręgosłup jest dobrze amortyzowany i podtrzymywany przez pracę chusty. Sposób wiązania zmienia się wraz z rozwojem dziecka. Gdy dziecko samodzielnie siedzi, pozwalamy mu na wyciągnięcie rączek z chusty. Mięśnie dziecka pracują, gdy jest aktywne. Gdy zaśnie i napięcie mięśniowe spada, chusta przejmuje „obowiązek” kontrolowania kręgosłupa – zapewnia mu odpowiednią pozycję i amortyzację, dlatego w czasie snu bez względu na wiek dziecka wiążemy tak, jakby było noworodkiem.

Warto jednak zwracać uwagę na to, w czym i jak nosimy dzieci. Niestety nie wszystko co zostaje nazwane „chustą” rzeczywiście nią jest. Istnieją modele nosideł, a właściwie „wisiadeł”, które podtrzymują dziecko tylko na samym kroczu, pozwalając nóżkom zwisać bezwładnie. Taka pozycja szkodzi dziecku! Dzieci przebywają w macicy w pozycji żabki (podkulone nóżki). Gdy włożymy malucha do wisiadła, które za sprawą grawitacji zmusi go do prostowania w biodrach wiszących nóżek, zwiększamy znacznie ryzyko pojawienia się dysplazji stawu biodrowego lub nawet jego dyslokacji – co skutkuje poważnymi wadami postawy, koniecznością korekcji. Wisiadła te zwiększają również nacisk na dolną część kręgosłupa i mogą w przyszłości zaowocować skrzywieniami i deformacjami w tym obrębie. Podobne ryzyko stwarzają nosidełka, w których dziecko, umiejscowione na torsie mamy lub taty, zwrócone jest plecami do rodzica. Kręgosłup naszego malucha jest zmuszony do nienaturalnego przeprostu. Przypomnijmy, że kręgosłup powinien przyjmować kształt literki C. To pozycja naturalna i potrzebna stawom oraz kościom do prawidłowego rozwoju.

Często spotykam się z tłumaczeniem rodziców – ale on/ona lubi patrzeć przed siebie. Kochani rodzice, zapewniam was, że gdy zwiedzacie świat z maluszkiem w nosidle, a nasz mały wędrownik zmęczy się, będąc przodem do mamy/taty szybko da znać o swym zmęczeniu i zaśnie wtulając się do rodzica. Mając dziecko tyłem do siebie, nie tylko nie rozpoznacie sygnałów dziecka informujących o zmęczeniu, ale pozwolicie na to by do dziecka dochodziło mnóstwo bodźców w momencie jego zmęczenia. To tak jakby wyobrazić sobie osobę dorosłą przebywającą przez 24h w dyskotece, gdzie otacza ją gwar, muzyka, światła oraz ogromna przestrzeń. Gdy wyjdziemy na zewnątrz, w naszych uszach najprawdopodobniej pojawi się szum, a w głowie nadal będziemy słyszeć muzykę, nasz wzrok również nie będzie funkcjonował wzorcowo. Zanim zaśniemy, będziemy potrzebowali dłuższego spaceru lub kilkudziesięciu minut na wyciszenie się. Małe dzieci nie potrafią się same wyciszać i relaksować. Nie dopuśćmy do przebodźcowania naszego dziecka. Jeśli nasz starszak buntuje się, by w chuście patrzeć mamie w oczy, bo przecież musi widzieć świat – możemy „wrzucić” go na nasze plecy. Zapewnimy dziecku piękne widoki i prawidłową pozycję. Podsumowując, chusta to zdrowy i bezpieczny sposób noszenia dzieci, oczywiście przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa i prawidłowości używania.

Tagged , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *